Siema..
Cierpię na straszną chorobę, zwaną nudą ! Pierwsze objawy wystąpiły, w niedziele, która całą przesiedziałam na kanapie. Dziś było gorzej.. dużo gorzej.. (tum-dum-dum)
Rano pełna energii i świeżych pomysłów poszłam do szkoły. Humorek dopisywał. Na samym początku zaatakowało mnie spóźnienie. Nie duże, pani nawet nie zauważyła, ale zawsze coś. Pierwsza lekcja była nawet spoko, lecz później.. to była rzeźnia. Przyroda. 45 minut NUDY.. serio, gorzej być nie mogło. Przez prawie całą lekcje spałam z otwartymi oczami. Pod koniec pani wzięła mnie do odpowiedzi, co trochę mnie rozruszało.Następnie- matematyka, oczywiście dziś był dzień dręczenia Weroniki i pani wzięła mnie do odpowiedzi. Koszmar... Niestety za rogiem czekał na mnie J.NIEMIECKI. Na samym początku lekcji była kartkówka.. równie dobrze mogli mnie rozstrzelać na miejscu... nie wgłębię się w szczegóły.. Nie zasłużyliście sobie na to -.-
Później upragniona długa przerwa .. Oaza spokoju wśród krwawej wojny rozgrywającej się w zaciszu szkolnych klas.Ehh... wszystko co dobre kiedyś się kończy..
Po długiej przerwie nastąpił W-F.. Nie miałam stroju, wiec myślałam, ze całą lekcję przesiedzę na parapecie, gdy inni będą się męczyć biegając po dusznej sali gimnastycznej.
Ale nie. Musieli wyjść na dwór. To były tortury, patrzeć jak inni coś robią -.-.
Na sam koniec- polski. Luzik, robiliśmy jakieś ćwiczenia. Bez szaleństwa.
Uff.. nudny i straszny jak cholera. Mam nadzieję, że jutro bd lepiej !
Narka
Tosterek

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz